Moje doświadczenie z drugą ciążą po kilkumiesięcznej utracie ciąży

  April, 2020  

Moje doświadczenie z drugą ciążą po kilkumiesięcznej utracie ciąży

Pięć lat temu do tych dat po raz trzeci straciłem ciążę w ósmym tygodniu ciąży, a cztery lata temu do tych dat urodziłem drugą córkę: moje piękne tęczowe dziecko .

Pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami była ciąża pełna lęków, niepewności i ciężki emocjonalny plecak, który nie pozwalał mi cieszyć się ani kontaktować z moim dzieckiem. I to, że przeżycie ciąży po kilkukrotnej utracie ciąży może być naprawdę przerażające.

Plecak pełen obaw

Przerażające To słowo najlepiej określa ciążę mojej drugiej córki. W ostatnim roku przed zajściem w ciążę poniosłem trzy straty ciążowe, między ósmym a dziesiątym tygodniem ciąży. Jedna aborcja po drugiej, którą przeżyłem najpierw z rezygnacją, a potem z wielkim gniewem i bezradnością. Dlaczego ja? Powtarzał mi raz po raz.

Wkrótce potem wiedziałem, że przyczyną tego, co się ze mną dzieje, jest nazwa: trombofilia. Zaburzenie krzepnięcia krwi, które w moim przypadku wpłynęło na tworzenie się łożyska i spowodowało utratę ciąży.

Z diagnozą w ręku poczułem mieszankę wyzwolenia i strachu . Wyzwolenie, ponieważ mógł w końcu nazwać to, co się dzieje i znaleźć rozwiązanie dla nowej ciąży. Ale także strach, ponieważ było to dla mnie coś zupełnie nieznanego, o czym nigdy nie słyszałem, a to zmusiło mnie do codziennego przyjmowania leków, aby zajść w ciążę.

Kiedy znów zobaczyłem pozytywny wynik testu ciążowego, daleki od bycia szczęśliwym, zacząłem drżeć. To był mój piąty pozytywny ; pierwszy był moim najstarszym synem, a następne trzy to moje troje dzieci, które wcześnie opuściły ... Co stanie się z tym nowym dzieckiem? Zastanawiałem się każdego ranka.

„Teraz jesteś kontrolowany i leczony” - powiedział mi mąż, próbując uspokoić mój niepokój. Ale mimo wszystko nie mogłem cieszyć się ciążą, jak większość matek. Każdy dyskomfort, każde przebicie lub jakikolwiek dyskomfort pogorszyły mnie.

I chociaż nie chciałem się ekscytować pomysłem bycia matką, złamało mi to duszę na myśl o tym, by znów ją stracić.

Trudno mi było mówić o mojej przyszłej córce, myśleć o jej imieniu, wyobrażać sobie, jak wyglądałoby nasze życie, kiedy się urodziła, a nawet fotografować mnie, gdy moja mała podróż dorastała. A gdyby to wszystko nie wystarczyło, czułem się winny za to, że czułem się w ten sposób i zignorowałem to, że we mnie było dziecko, które dzień po dniu walczyło o życie.

A potem ... zakochałem się!

Jednym z moich największych obaw było wierzyć, że kiedy się urodzę, nie będę kochał jej tak bardzo, jak kochałem mojego syna . Mówią, że zwykle jest to bardzo powszechny strach w drugich szpitalach położniczych, ale w moim przypadku dołączył także fakt, że nie byłem w stanie połączyć się z moim dzieckiem w żadnym momencie ciąży.

Chodziłam na zajęcia przygotowujące do porodu i jogę dla kobiet w ciąży, próbując połączyć się z moją córką i poczuć, że tam jestem. Ponieważ poza swoimi kopnięciami i ruchami czuł to jako „coś obcego” dla mnie. Był tak przestraszony i mentalnie zablokowany, że nie był w stanie cieszyć się tym, na co zasłużył.

Ale prawda jest taka, że ​​moja dziewczyna dorastała. Tydzień po tygodniu i miesiąc po miesiącu, aż do dnia przyjazdu.

Jego narodziny minęły przez cesarskie cięcie. Cesarskie cięcie tak humanizowane i szanowane, że nie miało to nic wspólnego z moim pierwszym doświadczeniem. Miłość, wrażliwość i ciepło, które przekazał mi zespół medyczny, napełniły mnie tak bardzo, że przez chwilę czułem, że moje serce pęka z emocji .

W ciągu dwudziestu minut, które trwała interwencja, nagle doświadczyłem wszystkich pięknych i pozytywnych uczuć, których powinienem był doświadczyć w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy.

A kiedy urodziła się moja dziewczyna, nie mogłem kontrolować płaczu. Zniknęły wątpliwości, czy byłby w stanie ją pokochać, czy co poczułby, kiedy ją zobaczył. Kiedy spotkałem jego niebieskie oczy, miałem wrażenie, że ktoś włączył przełącznik, który pozostawał wyłączony przez cały ten czas. Zmiana MIŁOŚCI dużymi literami.

Dwa dni po jego przybyciu nie mogłem przestać płakać z emocji. Czułam się tak szczęśliwa i pełna miłości, że nie byłam w stanie przekazać jej słowami. To było tak, jakby wybuchł wulkan uczuć, który był mocno trzymany przez miesiące.

Wtedy zrozumiałem termin „mała tęcza”. Moja dziewczyna oddała mi światło i uśmiech i pokazała mi szerokie spektrum kolorów za burzą.

  • W „Dzieciach i spontanicznej aborcji”, „Prenatalnej i noworodkowej śmierci”, „Naturalnej aborcji”, „I'm Here”: wiersz w hołdzie tęczowym niemowlętom. Historia mojego pierwszego cesarskiego cięcia. Dehumanizowana cesarskie cięcie